Rozmowa z Elżbietą Mierzyńską

Oto rozmowa jaką przeprowadziła ze mną Elżbieta Mierzyńska

Marek Kwiatkowski: Promuję to wielkie drzewo

Marek Kwiatkowski (Marqs) – pasjonat, radiowiec – amator, z zawodu informatyk i ekonomista, spełniający się w tym, że realizuje swoje marzenia. To także wnikliwy słuchacz el-muzycznych nagrań do tego stopnia, że nie wytrzymuje, jeżeli nie podzieli się tym z innymi…

– Skąd tak silne u Ciebie zainteresowanie muzyką? To od dziecka? Próbowałeś na czymś grać?

– Tak, już od najmłodszych lat wykazywałem zdolności zagrania wszystkiego co usłyszałem, tak po prostu „z kapelusza”. Miałem mały akordeonik (do dzisiaj go mam na pamiątkę) 16 basowy. Od najmłodszych lat miałem chęć grania, rodzice zapisali mnie do Ogniska Muzycznego, gdzie ukończyłem 4 klasy akordeonu w dwa lata, bo tak mi dobrze szło. Zacząłem wtedy chodzić do podstawówki… Niestety, byłem kiedyś bardzo wątły i kruchej budowy ciała. Gdy zacząłem grać na większym akordeonie, okazało się, że mój kręgosłup nie wytrzymuje i musiałem przerwać naukę… Niestety, nigdy już do niej nie powróciłem. Współcześnie, wszędzie dosłownie, gdzie tylko widzę klawiaturę, siadam i gram. Uwielbiam wprost stare pianina i fortepiany z duszą i sam dźwięk fortepianu. W domu mam tylko gitarę klasyczną, na której w wolnych chwilach brzdąkam.

– Dlaczego akurat muzyka elektroniczna znalazła się w centrum zainteresowań? I jaka dokładnie, bo przecież określenie elektroniczna stało się już tak pojemne, że udając się na koncert muzyki elektronicznej nie do końca wiemy, co usłyszymy.

– Wychowałem się na muzyce elektronicznej, pierwsze nagrania Jeana Michela Jarre’a słuchane jeszcze na kasetach nagrywanych z Radia, czy innych artystów, np. Depeche Mode, czy nasze stare dobre Kombi. Zachwycało mnie zawsze i zachwyca bogactwo możliwości tworzenia zarówno melodii, barw jak i nieskończenie wiele możliwości kreowania nastroju. W zasadzie przy dzisiejszych możliwościach sprzętowych artysta ma pełne pole do popisu… Stąd stale nowe doznania, nowi artyści i nowe chwile z tą muzyką pełne wzruszenia. Muzyka elektroniczna dla mnie, taka jaką lubię, to muzyka malująca przede mną obrazy, muzyka, która mnie poruszy, zaskoczy, pocieszy czy nawet zagoni w bardzo dawny zaułek czasu i przypomni o czymś miłym, kojącym. Taką muzykę właśnie lubię, przy takiej wypoczywam. Promuję to wielkie drzewo, jakim jest niewątpliwie muzyka elektroniczna, ze wszystkimi jej gałęziami, gałązkami i listkami. Faktycznie jest tego sporo, ale w większości góruje ta klasyczna. Najmniej jest tej współczesnej, bardzo mechanicznej.

– W kręgu artystów el-muzyki często słyszałam, że marka Radia EL-Stacja to Twój sukces. Wierzyłeś, że się uda?

– Nie wierzyłem, czasami do dziś jest trudno uwierzyć, że od 2007 roku EL-Stacja ma już taki dorobek za sobą. Fakt, sukces ten jest owocem pracy, dużego zaangażowania (nie tylko mojego, ale i całej ekipy EL-Stacjowej) i często wyrzeczeń… Jak widać i słychać opłacało się. Oczywiście nie spocząłem na laurach, ale w dalszym ciągu wrzucam węgiel do tej rozgrzanej lokomotywy i cała machina toczy się dalej.

– Na forum EL- Stacji przeczytałam jednak, że sukces ma swoje koszty. Radio pochłaniało czas, który należał się rodzinie. Najbardziej – pozytywnie! – zbudowała mnie atmosfera dyskusji o tym. Ludzie mówili, że pasja pasją, ale życie prywatne i rodzina są najważniejsze. Wszystko się poukładało?

– Tak, faktycznie pasja jaką jest w tym przypadku radio, stała się również w dobrym tego słowa znaczeniu uzależnieniem. Co się z tym wiąże, poświęcałem na radio i sprawy podobne, czyli portal MOOZA, netlabel M-REC, strony artystów, więcej czasu niż mogłem. Często nieprzespane noce, praktycznie audycje co drugi dzień, przygotowania, szukanie materiałów, pozyskiwanie artystów i słuchaczy… To wszystko sprawiało, że stawałem się coraz częściej „nieobecny” w domu. Niby byłem, ale tak tylko ciałem wciśnięty w moim kąciku EL-Stacjowym, pochłonięty w swojej pasji. No i to musiało się tak skończyć, jak się skończyło. Krótki urlop i decyzja o zmianie ramówki radia oraz wycięciu sporej części audycji, w zasadzie wszystkich, i pozostawienie wyłącznie jednej – „Markowe granie”. Taki układ znacznie odciążył mnie jako właściciela, prezentera…

– W ubiegłym roku w Warszawie organizatorzy festiwalu Audioriver w Płocku urządzili debatę pod hasłem „Muzyka niezależna. To znaczy jaka?” i zaprezentowali wyniki badań, przeprowadzonych wśród internautów. Okazało się, że 38 proc. respondentów za muzykę niezależną uważa alternatywę dla mainstreamu. Możesz z tym się zgodzić?

– Muzyka niezależna to według mnie muzyka wolna od przyjętych ram i komercjalizacji, czyli jaka? Przede wszystkim inna niż ta, którą słyszymy w rozgłośniach radiowych komercyjnych, czyli tzw. mainstreamie. Muzyka niezależna, to muzyka nie pisana pod publikę, pod odbiorcę, dla pieniędzy, to muzyka pisana od siebie, wyrażająca własne uczucia, poglądy i doznania, pełna własnych przemyśleń, a nie ogólnie przyjętych bitów.

– Aż 52 proc. respondentów ze wspomnianego badania zapytanych o to, który gatunek najbardziej kojarzy im się z terminem „muzyka niezależna”, wskazało na muzykę elektroniczną. Jak to tłumaczysz?

– Właśnie tą innością w każdej postaci. Muzykę elektroniczną poznamy od razu i wyróżnimy ją bez wahania od komercyjnej „papki”. Właśnie ta „inność” pozwala na zakwalifikowanie jej jako muzyki niezależnej od nikogo – niezależnej od budżetu i od wytyczonych dróg.

– Teraz fakt dość kontrowersyjny. Otóż, z analizy przeprowadzonej przez Audioriver wynikło także, że respondenci, którzy za muzykę niezależną uważają hip-hop i metal, mają najwęższe zainteresowania muzyczne, bo słuchają niemal wyłącznie hip hopu, metalu i rocka. Przy fanach elektroniki, jazzu czy indie, wykresy preferencji muzycznych wskazywały na dużo większą różnorodność. To się zgadza z tym, co wiesz o ludziach z kręgu el-muzyki?

– Trudne pytanie, bo owszem znam sporo artystów, jak i słuchaczy el-muzyki osobiście, to nigdy nie zastanawiałem się nad tym i nie pytałem, czy oprócz muzyki elektronicznej jest jeszcze czas na coś jeszcze? Na pewno część słuchaczy, podobnie jak ja, słucha najczęściej muzyki elektronicznej. Ja zwłaszcza staram się być osłuchany w temacie, wciąż powiększając bibliotekę nagrań i wciąż szukając coraz to nowych artystów, nagrań, ciekawych ludzi.

– Wróćmy do EL-Stacji. Obok Markowego Grania pojawiły się audycje dla lirycznych. Jesteś poetą?

– Przeczuwałem, że padnie to pytanie 🙂 Tak, od dzieciństwa to również jest pasją i wypełnia moje wolne chwile oprócz muzyki i radia. Czy jestem poetą? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Do początku tego roku byłem członkiem Kujawskiego Stowarzyszenia Twórców Kultury w Inowrocławiu, tam spotykaliśmy się, organizowaliśmy imprezy poetycko-muzyczne. Jednak, jak to zwykle bywa – nie na wszystko wystarcza mi czasu. W przypadku poezji jest teraz u mnie mały zastój. Zbiorek, który tworzę od przeszło roku ma na razie około 15 pozycji. Wcześniejsze zbiorki liczą po około 30 pozycji i są dostępne na mojej stronie internetowej. Na tym punkcie mam małe i duże sukcesy: publikacje w lokalnej prasie, prezentacja poezji na antenie Radia Łódź, na falach rozgłośni internetowych, kilka spotkań, autorskich wieczorków poetyckich. Jednakże nigdy nie udało mi się wydać poezji profesjonalnie w formie tomiku dostępnego na przykład w księgarni. Może po prostu moje wiersze nie są na tyle dobre? Mam swoich czytelników, dzięki którym tworzę i staram się wykorzystać chwile natchnienia by napisać cokolwiek. Ostatnio nawet próbuję swoich sił w prozie i piszę opowiadania. Z jakim rezultatem? Zapraszam na moją prywatną stronę internetową http://marqs.dl.pl .

– EL-Stacja to także przedsięwzięcia płytowe. Jaki pomysł – idea – temu towarzyszy?

– Tak, pomysł zrodził się na forum EL-Stacjowym i nie wyszedł ode mnie. Propozycje takich składanek tematycznych na wzór CES („Contemporary Electronic Soundscapes” przy forum Studia-Nagrań) zaproponowali słuchacze EL-Stacji. Pomysł chwycił, troszeczkę gorzej niestety z realizacją. Są nagrania tematycznie ułożone w tej chwili w pięciu składankach ponumerowanych od 1 do 5 plus dwie pozycje nienumerowane „EL-Święta” i „Smoleńsk 2010”. Ta ostatnia pozycja stworzona wraz z artystami rosyjskimi. Na czym polega problem? Myślę, że na konsekwencji w działaniu i wyperswadowaniu np. plików WAVE, by stworzyć pliki audio profesjonalnie. Z ostatnią składanką to się wreszcie uda, bo posiadam wszystkie pliki w tym formacie. Poprzednie, niestety, pod tym względem wypadły gorzej. „EP-ki”, bo tak je nazywamy (EL-Stacjowe Produkcje), to płyty promujące artystów tych znanych, jak i tych mniej znanych, to taka forma promocji i również materiał do netlabelu M-REC, gdzie wszystkie składanki trafiły. Życzę sobie na przyszłość lepszej współpracy pod względem technicznym z artystami.

– I teraz najważniejsze. Wkrótce odbędzie się pierwszy festiwal muzyki elektronicznej w Mogilnie, który organizujesz. Jak do tego doszło, czy było sporo trudności? Kogo zaprosiłeś na scenę, a kogo zapraszasz na widownię amfiteatru?

– Do pierwszej próby stworzenia festiwalu muzyki elektronicznej w Mogilnie doszło już dwa lata temu, kiedy zorganizowałem na spółkę z Mogileńskim Domem Kultury „Elektroniczną Barkę”. W dniu imprezy jednak padał deszcz i „Elektroniczna Barka” przerodziła się technicznie w elektroniczne kino, co wówczas odbiło się na frekwencji. Impreza ogólnie udała się, zarówno ci słuchacze, którzy słuchali w kinie, jak i ci skupieni przed radiem (EL-Stacja transmitowała koncert na żywo) byli zadowoleni. Również artyści byli zadowoleni. Z perspektywy czasu patrzę na tę imprezę jako początek coś naprawdę dobrego i cyklicznego.
Teraz powracam z koncertami na całkowicie nowym obiekcie, nowoczesnym Amfiteatrze Letnim z zapleczem, dużymi możliwościami i widownią na 300 miejsc siedzących. Kogo zaprosiłem? Chciałem, by muzyka była niejednolita, by każdy koncert czymś innym zaskoczył, coś innego słuchaczom przekazał… To również szansa dla artystów młodych, którzy w Mogilnie pojawią się po raz pierwszy na scenie, np. Jakub Fijak, Piotr Lewandowski, czy Michał Matusiak. Pojawią się też artyści znani już od lat słuchaczom gatunku, wśród nich Robert Kanaan, który ostatnio powrócił do el-muzyki pięknym materiałem pod tytułem GAJA, bo od lat nastawiony jest na granie troszeczkę inne, bo dla teatru. Po drugiej stronie na pewno zasiądą znawcy tematyki, słuchacze EL-Stacji, którzy nadciągną z całej Polski, jak i również zaciekawieni słuchacze lokalni. Czym zaciekawieni? Na pewno innością muzyki, grą świateł, niebanalną wizualizacją HD wyświetlaną na dużym ekranie… Nie ukrywam, jest to duże przedsięwzięcie: sześć koncertów, siedmiu wykonawców, megawaty mocy, wielkie pokłady energii i pozytywnych wibracji, które – wierzę – że odczują wszyscy…

– Trzymamy kciuki za powodzenie i do zobaczenia.

– Dziękuję również za miłą rozmowę i za możliwość opowiedzenia o swojej pasji. To tak jakby podzielenie się cząstką swojego życia. Dziękuję i do zobaczenia, usłyszenia!

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s